Poradnik: Jak powinien wyglądać bohater naszej opowieści?

Poradnik: Jak powinien wyglądać bohater naszej opowieści?, Strefa pisarska, Marzenie Literackie

Jedni nie przywiązują do nich zbytniej uwagi, drudzy budują na nich podwaliny wymarzonych powieści. Jedni osadzają ich jako aktorów drugoplanowych w epicentrum toczących się wydarzeń, drudzy za ich pośrednictwem pompują krew do akapitów, która następnie tłoczy się wprost do serca rozgrzanej fabuły. Jedni sądzą, że to w nich należy doszukiwać się echa odbijającego się od ścian sukcesu książki, drudzy, że są zaledwie dodatkiem do tej sekretnej całości. Jedni stawiają unikatowe historie ponad zmyślne osobowości, drudzy wolą trzymać się założenia o odwrotnej kolejności. Gdzie w tym leży ziarnko prawdy? Powiedziałabym, że to zależy. Zależy przede wszystkim od tego człowieczka co przesuwa literki po interlinii zaplanowanych scenariuszy. Jego podejście to alegoria instrumentu, którym operuje w dłoni. Tym z kolei będzie kładł nacisk na eksponowanie tego, co uważa za słuszne. A jak jest z Tobą? Jeśli trzymasz się zasady, że bohaterowie nieodzownie kolorują szare szeregi napływającego słowotwórstwa, to zapraszam Cię na dalszą część tego artykułu. Będziemy w nim zgłębiać tajniki tych wymiarowości cech postaci, o których zapragniesz pisać w swoich książkach.


1. Powinien masakrować czytelnika niesztampowością. 
I to tak ciężką, że wybije mu skompletowane dotąd archiwa schematów i stereotypów z głowy, najlepiej jeszcze tak, że nie będzie mógł podnieść się na nogi powrotu do normalności, bo bohater Twojego dzieła skopie go tak mocno, że da się zapamiętać po kres kariery czytelniczej. 
Ta zasada jest oczywiście powszechnie znana, ale mam wrażenie, że ciągłe powtarzanie jej jak mantrę odjęło pierwowzorowi właściwego brzmienia, bo w książkach nie można odpędzić się od macek dobrze znanych już kalek bohaterów, którzy zostali wsadzeni do innego opakowania wyglądu i przypudrowani różnym zestawem imion i nazwisk. To tak jak z wysyłaniem łańcuszka życzeń na święta – dostajesz skopiowane życzenia rozesłane każdemu na liście z formą podstawioną pod adresata. Albo jak dostawanie (do zrzygania) tych samych składników w potrawie, podanych po prostu w zmienionej formie. Tego nie potrzebujemy. Tym świat literacki jest wypchany po brzegi: monochromatycznymi hordami ludzi bez twarzy, którzy są tak przeciętni, że nie jesteśmy ich sobie w stanie wyobrazić ani podczas czytania, ani nie umiemy pościelić im miejsca na długie lata we własnej podświadomości. Ale żeby nie było tak hop-siup, muszę nadmienić, że stworzenie oryginalnego bohatera może okazać się w praktyce dużo trudniejsze niż założyliśmy. Z jednej strony, musi władać on Twoją historią, z drugiej, musi wzniecić scenariusz, a z trzeciej, być prekursorem nowych trendów (czysto hipotetycznie). A, no i trzeba pamiętać, że musi to być ktoś, kto nie postawi na szali rezygnacji czytania Twojego dzieła, bo i tak nierzadko się dzieje. Zastanów się, co możesz zrobić, aby nie doszło do takich sytuacji. Od czego możesz zacząć? Może od bohatera z jakąś rzadką chorobą? Albo takiego, co chodzi zawsze ubrany w czwartki na zielono? Co powiesz na bohatera, który komunikuje się ze światem tylko i wyłącznie za pośrednictwem muzyki? Trochę śmieszne przykłady, nie przeczę, ale próbuję pokazać Ci, co mam na myśli. Bohater powinien być literackim odzwierciedleniem Ciebie (i nie mówię o identycznych cechach charakteru czy wyglądu), chodzi mi raczej o to, aby bohater podał czytelnikowi rękę, porywając go w niezapomniany wir opowieści. Tam gdzie pisarz nie może, tam bohatera pośle. Zanim jednak zaczniesz powoływać do fikcyjnego życia autorską osobowość, odpowiedz sobie na zasadnicze pytania: 

 Co takiego będzie miał mój bohater, czego nie będzie miał żaden inny? 
 Czego nigdy nie zrobi mój bohater? (Na przykład: nigdy nie pozwoli, aby działa się komuś krzywda).
 Czego nigdy nie zrobię swojemu swojemu bohaterowi? (Na przykład: nigdy nie pozwolisz, aby był sztuczny i płytki). 

Jeśli uda Ci się na nie odpowiedzieć, będziecie mieli okazję do lepszego poznania siebie i swoich oczekiwań na linii Ty i Twój bohater, bo świadomość zwiększa efektywność pracy. Warto poświęcić temu parę dłuższych rozważań. 


2. Powinien być wyrazisty.
Chyba że celowo chcesz, aby taki nie był. Wtedy raz na zawsze dam Ci święty spokój. Żeby było jasne: wyrazistość nie jest tożsama ani ze statusem społecznym, ani ze statusem materialnym bohatera, choćby nie wiadomo jakie by one nie były. Wiem, że to wiesz, co do tego nie ma żadnej wątpliwości, musiałam jednak przywiesić te zdania na tablicy niewypełnionych do tego momentu słów, aby fakty nie uciekły sprzed nosa daleko w niematerialne przestworza. Skoro nie widać zależności, nie istnieje też konieczność, aby główne charaktery obsadzały stanowiska najmocniej wystawione na pokaz – gwiazda szkolnego footballu, coroczna miss piękności, która jest kochana przez wszystko i wszystkich, sławna aktorka lub dziennikarka. Znasz to? O takie typy nietrudno, bo to najprostsza droga do osiągnięcia zamierzonego statusu jakim jest założenie obecnego punktu. Czy taki myk sprawdza w praktyce? Nie zawsze. Ile razy zdarzyło się nam natknąć na wymienione sylwetki, które bez większego skutku znikały jak cienie po machnięciu ręką na pożegnanie? Na pewno nie raz, ani nie dwa. A ile to razy trafiało się na takich, od których wystarczyło słowo albo zdanie, aby zaistnieć na odwiecznych stronach żyjących legend? Chciałabym pokazać Ci perspektywę innej drogi, którą być może masz na wysokości wzroku, ale której zobaczyć z jakiegoś względu nie możesz. 
Wyrazisty charakter, czyli jaki? Na pewno taki, który da się zapamiętać, nie? Musi mieć on zatem w zanadrzu coś, co mu na to pozwoli. Tą iskrą wysadzającą książkę w powietrze może okazać się na przykład dana cecha charakteru, jakiś dziwny nawyk albo ekscentryczny wygląd (i wszystko inne, na co tylko wpadniesz). Jeśli uda Ci się dobrać odpowiednią mieszankę w proporcjach, jakie sam sobie przyjmiesz lub naciśniesz trafny guzik reakcji odbiorcy, może okazać się, że Twój bohater zacznie wywoływać w nich silne emocje, w najlepszym przypadku te skrajne, począwszy od miłości a skończywszy na nienawiści. Jedno jest mocno zrośnięte z drugim, a oba działają podwójnie na pamięć czytelnika. Rozumiesz? Skrajne emocje są zawsze najsilniejsze, a jeśli coś jest silne, będzie lepiej dźgało nasz mózg. I teraz uwaga, jeśli weźmiemy te dwa punkty, to urodzi się coś trzeciego  prawdziwość, czyli krótko mówiąc, bohater poczęty z krwi i kości, bo najlepiej rozumie się bohaterów, których osłania ryzyko spotkania face to face w rzeczywistości. Wnioski? Trzy determinanty wyrazistości. Pora na określenie ich elementów przez Ciebie:

Jakie 3 cechy nadadzą Twojemu bohaterowi wyrazistości? 
Jakie 3 cechy charakteru na pewno mu jej odejmą?  
W jaki sposób czytelnicy będą reagować na Twojego bohatera? Będą go lubić, kochać, a może nienawidzić? 

3. Powinien nie móc odpędzić się od problemów jak od łaszącego się kota lub psa. 
Tak, dobrze czytasz: problemy. Któż ich nie ma? Nawet wyimaginowane jednostki muszą jakieś posiadać. Nie bądź egoistą o zbyt dobrym sercu. Pozwól ściągnąć z siebie ciężar trudności, jaki zwalisz literackim podopiecznym znienacka na łeb. Niech się pomęczą, a co! Niech zaznają goryczki realności, na której z całych sił nie będą mieć wpływu. Niech wyrywają sobie z tego powodu włosy z głowy, niech krzyczą, płaczą i niech przebierają z tego powodu wścieknięci nogami jakby chodzili po rozżarzonych węglach. Innymi słowy, musisz rzucić bohatera na głęboką wodę problemów i patrzeć, czy uda mu się wypłynąć, czy może utonie od własnej nieporadności. Bohaterowie, którzy mają słodkie i poukładane życie już dawno odeszli do lamusa. Ba, chyba nawet nigdy nie byli na topie! Weź czytaj w kółko o Gieniu, który nie wie, czym jest bieda, w szkole miał same piątki, a słońce specjalnie wstaje wcześniej, żeby lepiej mu świecić. Weź czytaj o Zdziśku i jego codzienności, w której nigdy nie usłyszał słowa NIE, nawet gdy chciał od rodziców z powrotem pieniądze z komunii. I w dodatku jest zabójczo przystojny, bo ma w miarę proste zęby. Weź czytaj o Grażynce, która podoba się zawsze długowłosym blondynom i który żaden z nich nigdy nie rzucił w nią jakimś parchatym wyzwiskiem, nawet gdy z prędkością lecących odchodów gołębia z góry rozdawała im kosze. Przy takim jednym, drugim i trzecim czeka nas prosta droga do kompleksów rozmiaru XXL, bo kto by nie chciał, aby jego włosy zawsze powiewały przeciwnie do czubka twarzy albo kto byłby przeciwny, aby jego kanapka spadała zawsze masłem do góry, a nie do dołu? No nikt. Nikt nie chce też zaprzyjaźniać się z takimi ananaskami. Jak będziesz wciąż dosypywać czubatych łyżeczek z cukrem, to ktoś w końcu postanowi oddać Ci zaserwowany przesyt w lśniącej kupie ciepłych strumieni żołądka. Twój bohater musi mierzyć się z problemami na skalę życiowych łamigłówek, a nie taplać się w kałużach cichych zabójców autentyczności. Trudna sytuacja finansowa? Pech w miłości? Na początku może być! Pokaż czytelnikowi, że Twojemu bohaterowi daleko od idealności. Wzbogać go o wady, wepchnij w niego wewnętrzne dylematy, za które nie będzie wiedział, jak się zabrać. Już pomijając aspekt wzrostu wiarygodności dzieła, można domyślić się innego  tego, który oddziałuje na odbiorcę w bardziej znaczący sposób. Jest spora szansa, że przy pożądanym założeniu zacznie się on utożsamiać z jego charakterem, bo na przykład, odkryje w nim wspólną cechę. To rzutuje na skalę dalszego przywiązania. Przywiązanie zaś wpływa na pamięć (bo wywołuje emocje, czyt. znowu wracamy do poprzedniego punktu). Prosta psychologia. Historia, którą przedstawiasz ma sprawić, aby Twój bohater pod wpływem problemów, które na niego czyhają, wymuszą na nim wewnętrzną przemianę, której ostatecznie ulega. W Twoich pisarskich rękach pozostawiam zatem wybór, czy ta zmiana wyciągnie znamiona dobroci, czy złowieszczości.

 Z jakimi problemami będzie zmagał się mój bohater?
 Jaka przemiana się w nim dokona? Czy będzie ona dobra, czy nie? 
 Jak te problemy będą na niego wpływać?

I pytanie bonusowe, nieobowiązkowe: jak dużo ich będzie. Tak poglądowo, żebyś miał schemat na to, jak mocno zamierzasz mu dokopać. 

4. Powinien stopniowo uchylać o sobie rąbka tajemnicy. 
Wiesia była blondynką, ładną, zgrabną, wysportowaną, z długimi i prostymi włosami, miała niebieskie oczy, piegi na twarzy, jasną cerę. Do tego była leniwa, czasami pyskata, zakochana w przyrodzie, niezdarna, kochliwa, zazdrosna, perfekcyjna, samodzielna, wrażliwa, urokliwa... 
Zgaduję, co możesz sobie teraz myśleć  o co tu, kurka wodna, chodzi. Wierz mi, że myślę dokładnie tak samo, gdy odkrywam, że ktoś w taki sposób idzie na łatwiznę. Wypisywanie po przecinkach cech wyglądu i charakteru bohatera na początku książki to tak kardynalny błąd do szansy zaintrygowania kogoś tą postacią, że aż ręce opadają, i całe szczęście, że mamy ich tylko dwie. Żeby lepiej zobrazować to, co mam na myśli, wyrażę to za pomocą takiej metafory: stoisz na zatłoczonej ulicy i czekasz na znajomego. Nerwowo zerkasz na zegarek na ręce, jakbyś chciał przyspieszyć tym gestem czas. Ni stąd ni zowąd, nieznajomy postanawia zapytać Cię o godzinę, odpowiadasz zatem na pytanie zgodnie z prawdą. Nieznajomy dziękuje za pomoc, jednak nie oddala się ani na krok, wodzony jakimś przypływem zamyślenia. Prawdopodobnie przez to piętrzy się między wami niezręczna cisza, którą po chwili uśmierca ten sam przybysz. Dochodzisz do wniosku, że chce przełamać lody, bo mówi jak się nazywa. Mówisz, że czekasz na kogoś. On przyjmuje do wiadomości i pyta, czy może zostać z Tobą, nie masz nic przeciwko. Stoicie więc obydwoje i czekacie. W tym czasie on zaczyna coś opowiadać o sobie, żebyście nieco lepiej się poznali. Uśmiechasz się. On traktuje to jako zachętę do dalszego mówienia. Spoglądasz znowu z wyczekiwaniem na zegarek. Okazuje się, że czekacie razem pięć minut, a Ty w tym czasie zdołałeś poznać prawie całe jego życie. Odpowiadasz coś, ale bez większego sensu, bo zaczynasz zastanawiać się, czy to nie jest zbyt dziwne, że ktoś obcy ujawnia Ci nazbyt intymne jak na tę przypadkową znajomość informacje, ani trochę się przy tym nie krępując. Ta myśl dziwności odbija się jeszcze w Twojej głowie jak piłeczka, która w końcu upada. Przestajesz słuchać, bo ileż można trzymać uwagę we wzmożonej czujności. I wtedy uwaga znowu się podnosi, bo coś się dzieje. Wreszcie. Po tych długich bataliach przychodzi osoba, która sprowokowała całe to zajście. Mimochodem nienawidzisz jej, ale też i dziękujesz w duchu za to, że wybawiła Cię z opresji nie swojej historii. Żegnasz się z przybyszem, bo pora już iść. Przy okazji myślisz również o jakimś takim niesmaku, jaki po sobie pozostawił. Nawet nie dopuszczasz do siebie opcji, że moglibyście kiedyś nawiązać bliższą znajomość. Odchodzicie bez niej, mając nadzieję, że nigdy więcej się nie zobaczycie. Na szczęście prośby te zostają wysłuchane, bo ani razu nie natknęliście się na formy do podobnych okoliczności.  
Sytuacja z życia wzięta (przypomnij sobie tych wszystkich autobiograficznych nawijaczy, którzy niczym raperzy, w trzy minuty zdali Ci relację całego życiorysu, nie bardzo obchodząc się tym, co u Ciebie. Z tego miejsca z całego serca ich nie pozdrawiam), więc pytanie także będzie z życia wzięte  czy lubimy takie osoby? Czy traktujemy je poważnie? Nie. Czy chcemy ich poznawać bliżej? Nie. Czy ciekawi nas to, czego możemy się jeszcze potencjalnie o niej dowiedzieć? No raczej nie bardzo, bo zalała nas już sobą wzdłuż i wszerz, przez co nabawiliśmy się efektu odwrotnego. Czy z bohaterem fikcyjnym będzie w takim razie inaczej? Nie będzie, bo to dokładnie taka sama sytuacja. Po pierwsze, nie wypisuj po przecinku jaki jest Twój bohater, tylko to pokaż. Jeśli napiszesz, że nie ma najlepszych relacji z rodziną, bo w 90% to on wszczynał awantury, to czytelnik sam wyciągnie wniosek, że jest kłótliwy. Jeśli napiszesz, że myje się co trzy tygodnie, bo mu się nie chce, to czytelnik sam uzna, że jest śmierdzącym brudasem (dosłownie i w przenośni). Po drugie, nie rób tego od razu na wstępie do całości jak wyżej. Po trzecie, spraw, aby czytelnik pomału się z nim zapoznawał, co pozwoli utrzymać tą nieszczęsną linię wzbijającej się ciekawości. Nieoczywistość i nuta tajemniczości to w tym przypadku słowa klucze. Powoli i spokojnie. Nigdzie Wam się nie spieszy. 

 W jaki sposób mój bohater zachęci czytelnika do historii, którą przedstawiam?
 W jaki sposób może uchylać rąbka tajemnicy?  


5. Powinien mieć wyznaczony cel.
Czyli krótko mówiąc coś, do czego będzie dążył. Wszyscy lubimy mieć cele, które realizujemy, bo to nadaje naszemu życiu sens. Twój bohater też chce czuć sens tego, po co będzie sięgał. Musi czuć, że w Twojej fabule kryje się coś, czego chce dostąpić (albo nie). Takim przykładem, jakim mogę zaserwować na świeżo jest wizja czarnych charakterów o chęci zawładnięcia całym światem. Jest cel? Jest. Im trudniejszy cel, tym lepiej, pod warunkiem, że potrafisz później ustawiać pod odpowiednim kątem wykreowany do tego szlak. Mówią, że dobre wyznaczenie celu, tzn. takiego, który nie jest ani zbyt ambitny (bo nie uda Ci się go osiągnąć i tylko się zdemotywujesz), ani zbyt niski (bo nie odczujesz satysfakcji, kiedy uda się go zrealizować) przybliża nas znacząco do jego realizacji. Po raz kolejny nic się nie zmienia w kwestii Twojego bohatera. Istnieją różne sprawdzone metody (np. SMART) i wiele innych, które można znaleźć w internecie, ale gdyby to podsumować, to zawsze przyświeca im jedna idea: umiejętność odpowiedniego wyznaczania. Do tego niezbędne jest zadawanie pytań. Takie, jak na przykład te poniżej. Pytaj i odpowiadaj, przede wszystkim samu sobie! Tylko może wstrzymaj się z robieniem tego przy kimś, zwłaszcza na głos, bo może się to spotkać z różną reakcją, czy coś... w ten deseń. 

 Jaki cel wyznaczysz swojemu bohaterowi? 
 Czy uda mu się go osiągnąć? 
 Jaki będzie jego skutek? 


Który punkt będzie dla Ciebie najtrudniejszy do zrealizowania? 
Podziel się w komentarzu.





Copyright © 2016 Marzenie Literackie , Blogger