Poradnik: Jak nie odstraszyć czytelnika?

Poradnik: Jak nie odstraszyć czytelnika? Poradniki pisarskie, Marzenie Literackie

Choć temat posta może wydać nieco śmieszny, prawda jest taka, że jest on jednym z ważniejszych aspektów naszej książki, który w ogromny sposób wpłynie na to, czy uda nam się przekazać czytelnikowi akurat to, co chcieliśmy mu przekazać. 
Za wszelką cenę nie możemy dopuścić do sytuacji, kiedy ktoś odstawia nasze dzieło, bo coś całkowicie go do tego zmusiło i przy okazji zniechęciło: to zupełnie tak jakbyśmy brali udział w wyścigu i nawet nie zdążylibyśmy jeszcze ruszyć, a już okazujemy się przegranymi na starcie albo zostajemy niesprawiedliwie zdyskwalifikowani z gry, w której naszym celem jest zachwycenie czytelnika. Taki musisz wyznaczyć sobie cel: zachwycenie czytelnika. Zapamiętaj to sobie - to bardzo ważne. 
Chyba nie chcielibyśmy sytuacji, kiedy nasza dotychczasowa długa i męcząca praca zostaje zmarnowana, prawda?
Wyobraźmy sobie taką sytuację: jakiś sympatyczny mól książkowy zdecydował się przeczytać Twoją debiutancką książkę i właśnie ma zamiar ją zacząć. Co by go w niej zniechęciło? W dzisiejszym poście spróbujemy zastanowić się nad takimi „odstraszaczami”, które odrzuciłyby nawet najbardziej cierpliwego mola książkowego na tym świecie. 



1. Trudne lub podobne do siebie nazwy imion, nazwisk bohaterów bądź miejscowości. 
Najgorsza sytuacja jaką można znaleźć w kryminałach. Po prostu tego nie znoszę. Czytelnik zamiast skupić się na najważniejszym: czyli na wątku jaki rozgrywa się w książce, jest nieustannie katowany nazwami, które w większości przypadków są nieistotne a w dodatku jeszcze (no ba!) musi je zapamiętać. Dzięki takim rozwiązaniu osoba czytająca nie może też cieszyć się historią, bo zazwyczaj nic z niej nie rozumie i musi wiecznie się wracać, żeby upewnić się, czy mowa o bohaterze głównym, sąsiadce, psie, kocie czy ofierze. O ile kuriozalne nazwy występują najczęściej w fantastyce i tutaj jest to dozwolone, bo nadają one książce klimatu, tak w innych gatunkach już nie. Nie róbcie takich rzeczy, to naprawdę męczy... 


2. Syndrom pasjonaty wszystkiego i niczego. 
Czyli opisywanie wszystkiego co się da: pogody, natury, drogi, bohaterów, budynków, miast, wyglądu, sytuacji itd, itd...
Nie żeby coś, opisy w książkach to super sprawa, ale nie w przypadku, kiedy pierwsze 50 stron to sam opis czegoś, co jest drugorzędne. Miejmy trochę umiaru.


3. Zbyt długie rozdziały. 
Zawsze jestem tego zdania, że lepiej jest zrobić 100 krótkich rozdziałów w książce, która ma 600 stron, niż np. 10 długich. Zasada jest prosta: człowiek nie jest w stanie czytać ciągle czegoś w wielkim skupieniu, bo prędzej czy później po prostu straci wątek. Dla przykładu: większość osób jest w stanie krótko powiedzieć o tym, jak zaczyna się książka, niż wskazać co działo się na stronie 15 czy 20. Nie każmy czytelnikowi cierpieć przez długie wątki rozdziałów.


4. Ubogi warsztat pisarza/grafomania. 
Nie wiem jak jak Was, ale mnie na przykład bardzo odrzuca kiedy w książce znajduję masę powtórzeń albo niezdarne opisy sytuacji. Owszem, autor mocno przykuwa wtedy moją uwagę, lecz nie sądzę, że akurat o takową mu wnet chodziło. Nie myślę o wątku, tylko o tym, kiedy ten koszmar wreszcie się skończy. Zanim zdecydujesz się napisać książkę, warto byłoby sprawdzić, czy Twój warsztat Ci na to pozwala.


5. Huragan wątków w kilku stronach. 
Czyli masa wątków w książce, które niekoniecznie łączą w spójną całość i urywają się tak nagle jak się zaczęły. Jeśli chcemy napisać, że bohater główny miał kochankę, a kochanka ta pasjonuje się fotografią i jest to nieistotne to po co o tym pisać? Skup się na tym, co najważniejsze. Jeśli Twoja książka zawiera takich kilka, trzymaj się tylko ich i nie kombinuj z urozmaiceniem.


6. Końca nie widać... 
Celowe i bardzo mocne wydłużanie akcji przed punktem kulminacyjnym. Trzymanie napięcia w książce to świetny patent, jednak odpada on jeśli na siłę przeciągamy akcję. Jeśli coś ma się zaraz wydarzyć nie ciągnij akcji w nieskończoność, bo czytelnik w końcu się tym znudzi. Ten punkt łączy się również z kolejnym punktem.


7. Grube nie wszystkim się podoba.
Niektórych ludzi odstrasza sama grubość książki: z jednej strony mnie to nie dziwi, bo lepiej jest przeczytać 5 krótkich książek, niż jedno naprawdę grube tomisko. To działa dokładnie jak w podpunkcie 3. 
Absolutnym mistrzem w pisaniu grubych książek jest Stephen King (TO ma ponad 1000 stron!) i mimo że King jest mistrzem horroru, znam ludzi, którzy nie czytają jego książek właśnie ze względu na grubość dzieła, jaką serwuje autor.


Pamiętaj o tym, kiedy będziesz przymierzał się do pisania, a jeśli już skończyłeś to sprawdź, czy któreś z tych podpunktów nie tyczą się również Twojego dzieła.



A Wy co jeszcze byście dołożyli do tej listy?




Copyright © 2016 Marzenie Literackie , Blogger