Zdzisław Beksiński - Opowiadania | Literacka wędrówka po odosobnionej krainie wyobraźni Zdzisława Beksińskiego

Zdzisław Beksiński, Opowiadania, Recenzja, Marzenie Literackie

Na końcu ogrodu jest miejsce, w którym leżą zmarli. [...] Mrok jest ciemny, gaz cięższy od powietrza pokrywa brudną kołdrą trawę i kwiaty, patyki krzewów, liście łopucha. Nie wiem, czy zmarły jest jeden, czy jest ich kilku. [...] W dzieciństwie nie lubiłem tam chodzić; gdy przypadkiem zapędziłem się za płytę betonową i za krzak dereniu, gdzie znajdowało się zagłębienie, zwalniałem bieg i uspokajałem oddech. Wokoło panowała wilgoć, mrok rzucany przez dereń i cisza, którą dziś nazwałbym ciszą śmierci. Minęło trzydzieści lat i mój ojciec już dawno nie żyje, ale zagłębienie na końcu ogrodu, tam, gdzie leżą teraz zmarli, jest stale widoczne. Myślę, że będzie widoczne jeszcze długo po mojej śmierci. Nieraz przyłapuję się na myśli, że chciałbym wziąć łopatę i rozkopać anonimowy grób ukryty pod zagłębieniem. 
Z. Beksiński, Na końcu ogrodu (fragment)


Zdzisław Beksiński był twórcą wszechstronnym. [...] Tylko najbliżsi przyjaciele i rodzina wiedzieli, że w latach 1963-1965 Beksiński, nie zaprzestając działalności plastycznej, próbował swoich siła w pisarstwie. Epizod literacki był krótki i intensywny: w niespełna dwa lata powstało 40 opowiadań lub fragmentów. Ponieważ jednak sanocki artysta uznał, że teksty nie spełniają jego oczekiwań, zarzucił te próby, a wszystkie maszynopisy i rękopisy spakował, by już nigdy do nich nie wrócić. ”





Do tej pory tylko wtajemniczeni wiedzieli, że Zdzisław Beksiński – genialny malarz i fotograf – zajmował się literaturą. W dziesiątą rocznicę śmierci artysty ujrzy światło dzienne zbiór tekstów odnalezionych w jego archiwach. „Opowiadania” pozwalają spojrzeć na twórczość wizjonera z zupełnie nowej, literackiej perspektywy.
Zdzisław Beksiński działał na niemal każdym polu artystycznym: malarskim, graficznym, fotograficznym, rzeźbiarskim, wzorniczym, dźwiękowym. Dzięki niezwykle sugestywnym obrazom zyskał światową sławę. Stronił od uwagi mediów, co w połączeniu z pełną niepokoju i grozy tematyką jego dzieł sprawiło, że jeszcze za życia zyskał miano artysty tajemniczego. Mroczną sławę dopełniła jego tragiczna śmierć: twórca został zamordowany we własnym domu w 2005 roku, zostawiając po sobie gigantyczną spuściznę artystyczną. Jej częścią jest twórczość literacka, do tej pory znana tylko najbliższym przyjaciołom.
Czym są „Opowiadania”? Co wnoszą do twórczości Beksińskiego, co mówią o nim samym? Niepublikowane wcześniej dzieła odsłaniają skomplikowaną naturę artysty. Twórca obnaża w nich swoje lęki i obsesje. Bywa brutalny. Wciąga czytelnika w niezwykłą, niekiedy mroczną rzeczywistość, do tej pory znaną z jego obrazów. Literacki świat Beksińskiego jest dziwacznym mechanizmem, pełnym spisków, niejasnych intencji i sennych pejzaży. Na kartach „Opowiadań” ludzie męczą się w nieudanych utopiach, światem rządzą bezlitośni władcy, a narrator cierpi na urojenia prześladowcze. Nieodłącznie towarzyszy mu poczucie zagrożenia.
„Opowiadania” ujawniają też dowcip, erudycję i błyskotliwość autora: jako pisarz Beksiński jest przewrotny, stosuje zaskakujące puenty i chętnie gra paradoksem. Flirtuje z sensacją i makabrą, osobiste wyznania swobodnie przeplata z rozważaniami filozoficznymi. Proza słynącego z bogactwa wyobraźni artysty jest efektem pracy ścisłego umysłu – teksty, niczym jego obrazy, skonstruowane są z dbałością o najmniejszy detal. 




Paradoksalnie, ocena książki, którą zawsze mam w zwyczaju dodawać na początku posta, tym razem pojawiła się jako ostateczny element dzisiejszej recenzji. Powód ten powinien być dużej mierze uzasadniony: tak trudno jest mi ocenić przeczytaną lekturę, która bardzo szybko okazała się być niemałą zagwozdką dla czytelnika. Nie od dzisiaj wiadomo, że dzieło z pogranicza literatury pięknej i poezji jest prawie zawsze trudne w odbiorze i zrozumieniu, przez co większość czytelników zwyczajnie omija tego typu gatunek literacki, chociażby ze względu na powszechnie panującą regułę domyślania się, „co autor miał na myśli”. Normalnie, pewnie sama podałabym sobie rękę z tymi, którzy kierują się ów powiedzeniem, jednakże ze względu na fakt, iż wyjątkowo cenię sobie twórczość Zdzisława Beksińskiego (jeśli jesteś moim stałym czytelnikiem bloga, to właśnie w tym momencie kiwniesz potakująco głową), postanowiłam rzucić się na głęboką wodę. W życiu nie przypuszczałabym, że droga ta okaże się być aż tak wyboista. Jest tyle słów, które chciałabym tu napisać, ale prawdopodobnie nie starczyłoby mi dnia, żeby to wszystko pojedynczo wyszczególnić.  
Lektura jest niezmiernie trudna. To coś, co już na wstępie można zauważyć gołym okiem, a żeby się o tym przekonać, wystarczy przeczytać fragmenty jednych z wielu opowiadań napisanych na skrzydełkach książki. Zapowiedź niebanalności. Zapowiedź nieprzeciętności. Faktycznie, nie da się temu zaprzeczyć. Język, jakim operuje Beksiński w dziele jest jedną wielką przenośnią, metaforą, nacechowaną olbrzymią wręcz dozą wszelakich środków poetyckich, spośród której czytelnik musi wyłapać ukryte przemyślenia autora. Jest to o tyle trudne, że w opowiadaniach nie ma konkretnego zarysu fabuły, ponieważ rządzi tutaj czysta abstrakcja w postaci rozległych opisów i subiektywnych wniosków. Opowiadania nie mają konkretnego początku i końca. Po prostu w pewnym momencie jesteśmy świadkami dziejących się wydarzeń. Zupełnie tak, jakbyśmy spóźnili się na spektakl, który zaczynamy oglądać gdzieś w połowie, a kiedy już powoli odbiorca zaczyna rozumieć zarys jego intencji, przedstawienie nagle się kończy, zostawiając go z milionem pytań. Nie jestem wyjątkiem. Ciężko było mi momentami odnaleźć się w stworzonym przez Beksińskiego świecie. 
Nieustanne skupienie - to kolejny element, który bardzo utrudniał mi czytanie książki. Żeby zrozumieć historię, czytelnik musi być stale skupiony, w przeciwnym razie gubi wątek i nie ma pojęcia o co właściwie chodziło. Każde zdanie jest na wagę złota, nawet to najmniejsze. Tak samo nie ma opcji, że odłoży się książkę w połowie opowiadania i wróci do niej jutro. Nie radzę tego robić. Na drugi dzień nie będzie miało się zielonego pojęcia, przez co się przeszło. 
Co do samych opowiadań - były takie, które bardzo mi się podobały. Śmiało mogę wymienić tutaj: Na końcu ogrodu, Ręka, Manekiny czy Bilardzista i jestem nimi absolutnie zachwycona. Nie jestem w stanie wyrazić kunsztu wrażliwości i piękności wypowiedzi, jaka się w nich przewinęła. Tyle pięknych metafor i wypowiedzi. Istna uczta dla wrażliwych dusz. Oprócz nich pojawiły się również i takie, które - krótko mówiąc - dłużyły mi się niemiłosiernie, nie miałam pojęcia o co właściwie w nich chodziło i dlaczego autor rozwodzi się nad czymś, co w moim odczuciu było na przykład nieistotne. Doskonale zdaję sobie sprawę z drugiego, ukrytego dna w przedstawianych historiach. Niestety nie jestem w stanie go odnaleźć. 
Ambiwalencja. Dokładnie tak czułam i czuć się będę nadal wracając myślami do lektury. Z jednej strony trudność w rozumowaniu i znużenie, a z drugiej poczucie roztargnienia, że potencjał dzieła nie został maksymalnie przeze mnie wykorzystany. Jak można oceniać kogoś za indywidualne postrzeganie świata? 
Mam wrażenie, że niedokładnie zrozumiałam to, co zostało przedstawione, bo to, co widzimy na pierwszy rzut oka, okazuje się być czymś znacznie złożonym niż nam się wydaje. Nie znaczy to jednak, że nie warto po nią sięgnąć. Niebanalność dodaje uroku całości. 





Dla miłośników Beksińskiego, dla tych, co lubią poezję i mają ochotę zaabsorbować się czymś z wyższej półki oraz poszerzyć swoje emocjonalne horyzonty.




+ Lektura skłaniająca do refleksji;
+ Przepiękne środki poetyckie;
+ Różna tematyka opowiadań.

- Trudny język;
- Bardzo łatwo zgubić się w tekście;
- Lektura nie dla każdego.






Opowiadania nie są lekturą dla każdego. Przy tym dziele nie zrelaksujesz się po ciężkim dniu pracy, ani nie zregenerujesz szarych komórek czymś łatwym i przyjemnym. To lektura pobudzająca wszelakie sfery umysłu i wyobraźni, pozwalająca pytać, a niekoniecznie odpowiadać. Opowiadania stanowią mroczne rozszerzenie tajemniczej twórczości Zdzisława Beksińskiego, są dopełnieniem i prawdziwym orzechem do zgryzienia dla każdego fana z osobna. Warto po nią sięgnąć, chociażby dla poszerzenia własnych perspektyw wyobrażania i nauki zachowania otwartości rozumu.



Może mówię zbyt wiele, mówiąc równocześnie zbyt mało.”

„Chodziłem codziennie nad rzekę i patrzyłem z mostu, jak zmienia się pies leżący na dnie. Potem przyszła zima i lód pokrył rzekę i psa. Czekałem wiosny i roztopów. Gdy jednak lód ruszył i oczyściły się wody, nie było już psa u podnóża przęsła. Odczułem naprzód rozczarowanie, potem zaś ulgę. Nie musiałem już na niego patrzeć; jednak od tego czasu nienawidziłem rzeki i kąpieli. Sądziłem, że pies czeka na mnie na dnie rzeki, pod mętnym lustrem wody, w cichej pościeli namułu, poza zarośniętymi mchem głowami. Mimo, iż minęło wiele lat, myślę, że pies czeka na mnie nadal.”


Zdzisław Beksiński, Opowiadania, Recenzja, Marzenie Literackie

Zdzisław Beksiński, Opowiadania, Recenzja, Marzenie Literackie



Ogólna liczba stron: 414 
Rodzaj literacki: literatura piękna/poezja 
Tytuł oryginału: Opowiadania 
Wydawnictwo: Bosz
Cena okładkowa: 44,90
Data wydania: 06.05.2015
Ocena książki: 6,1/10,0




Copyright © 2016 Marzenie Literackie , Blogger