14:38

Tadeusz Biedzki - Ostatnie srebrniki | Monety zbrukane krwią chciwości...

Tadeusz Biedzki, Ostatnie srebrniki, Recenzja, Marzenie Literackie

Najnowsza książka Tadeusza Biedzkiego, usiana tajemnicami z bogatej przeszłości.



W tej powieści znakomicie łączy pasję i wiedzę historyczną ze znajomością świata realiów współczesnej Europy.”





W tureckiej części Nikozji żona autora kupuje starą, drewnianą szkatułkę. Trzy miesiące później w kościele w Barcelonie zamordowany zostaje kapłan. Co łączy te dwa fakty? Jaki jest ich związek z wydarzeniami w Jerozolimie sprzed dwóch tysięcy lat? I dlaczego skutkują aktami terrorystycznymi we współczesnej Europie? Jaką rolę odgrywa w nich założony w 2012 roku w Hiszpanii Zakon Piłata i Judasza? Próba rozwiązania tych zagadek okaże się śmiertelnie niebezpieczna.
Autor - wzorem Dana Browna i Umberto Eco - po mistrzowsku prowadzi nas przez zaułki historii, pokazując, jak wydarzenia z przeszłości wpływają na jej bieg, wywołują tragiczne skutki w ciągu dwóch tysięcy lat i powodują śmiertelne zagrożenie dla współczesnych Europejczyków. Historia, sensacja i kryminał w jednym.




Historia, sensacja i kryminał w jednym” - głoszą nagłówki wydawnicze - „Połączenie Dana Browna i Umberto Eco”Super! To może być coś - pomyślałam entuzjastycznie, i nawet tak było przez jakąś chwilę. Potem czar prysł, a zaczęło się gdzieś konkretnie od połowy książki. W dalszych etapach już tylko zastanawiałam się nad tym, kiedy nadejdzie koniec. I nadszedł, a wraz z nim trochę rozczarowania i nieco więcej goryczy, bo: zapowiadało się obiecująco, bo: opis na obwolucie zapowiadał coś zupełnie innego od tego, co serwuje autor. W dzisiejszej recenzji trochę sobie ponarzekam, trochę pomarudzę, ale też i pochwalę. Niestety, w większości skupię się na tym pierwszym. Ale to po kolei. 
Zacznę od tego, że Ostatnie srebrniki wbrew wszelakim zapewnieniom o wielogatunkowości dzieła, takim dziełem nie jest. Owszem, przewija się w nim jakiś tam kryminał i przelotna sensacja, jednakże w dalszym ciągu pozostaje ona książką historyczną. Kryminał i sensacja to jedynie elementy czysto epizodyczne i gdyby brać pod uwagę ocenę książki jedynie pod tym kątem, wypadłaby ona jeszcze słabiej niż teraz. Akcja jest przewidywalna, w ogóle nie trzyma w napięciu, w dodatku autor bardzo szybko przeskakuje w czasie, pomijając wiele kluczowych rzeczy w sprawie, a o bohaterach nie dowiadujemy się niczego. Martwi księża odnalezieni z wbitym do klatki piersiowej gwoździem z podpisem sprawcy. Kurdę, ten pomysł mógł być tak dobrze wykorzystany, a jednak Biedzki dobrze rozwinął jedynie początek, żeby nagle nieoczekiwanie skrócić ostatni etap do minimum. Akcja? Jedna strona, ale bez szału. Szkoda. Miało wyjść oryginalnie, a wyszło chaotycznie. 
Oprawa książki robi wrażenie. To ona w pierwszej kolejności przykuła moją uwagę przed lekturą: ciemne zdobienia na krawędziach stron nadają własnego charakteru dzieła, kreując klimat. O ile starodawne litery w tle jest strzałem w dziesiątkę, to już kalendarz i klawiatura laptopa w zupełności nie wbijają się w tematykę. Właściwie to co to ma wspólnego z lekturą? Sama okładka w moim odczuciu jest nieładna. Gdybym miała dokonać zakupu na jej podstawie, prawdopodobnie przeszłabym obok niej obojętnie. 
Z kolei na duże uznanie zasługuje dobry research autora i sposób, w jaki przedstawił historię. Jestem pewna, że dzięki niemu autor będzie w stanie zaciekawić nawet najbardziej topornego na poszerzanie wiedzy historycznej czytelnika. Biedzki pisze o przeszłości w sposób interesujący i przejrzysty, bez wdawania się w zbędne informacje. Operuje językiem łatwym, przez co nie musimy borykać się z niewygodnym i często niezrozumiałym językiem naukowym. Dzięki temu nie sposób  jest odczuć ciężkości lektury. To duża zaleta. Wydarzenia opisywane w książce są rozstrzelone w bardzo dużych odstępach czasu, począwszy od czasów Jezusa, skończywszy na teraźniejszości. Autor sprytnie bawi się czasami, przez co uczestniczy  od początku do końca w wyboistej wędrówce wraz z czytelnikiem. 





Dla lubujących się w zagadkach sięgających jeszcze dawnych czasów, dla spragnionych nieco historii. 





+ Ładne zdobienia stron;
+ Przedstawienie historii powieści.

- Nie w pełni wykorzystany potencjał powieści;
- Miszmasz wątkowy.





Ogólnie rzecz biorąc reszta dzieł autora w większości ma raczej wysoką ocenę, nie zmienia to jednak faktu, że w przyszłości raczej nie sięgnę już po jego twórczość, ponieważ nie jest w moim guście. Ostatnie srebrniki miały największą szansę mnie zaintrygować, ale niekoniecznie tak się stało, a naprawdę nastawiałam się do niej pozytywnie. 




Czuł wewnętrzny spokój. Otworzył oczy i uśmiechnął się do siebie. Uznał, że kąpiel nieco wystygła i nie wychodząc z wanny, sięgnął po naczynie, do którego Amina nalała wrzątku. Woda w nim wciąż była gorąca. Wlał ją do wanny i miłe ciepło ogarnęło jego ciało. Chwycił nożyk i szybkim ruchem naciął żyłę w przegubie, najpierw lewej, a potem prawej dłoni. Krew powoli spływała do wody. Zanurzył obie ręce i przymknął oczy. (…) Uśmiechnął się ponownie i zasnął.” 


Tadeusz Biedzki, Ostatnie srebrniki, Recenzja, Marzenie Literackie

Tadeusz Biedzki, Ostatnie srebrniki, Recenzja, Marzenie Literackie



Egzemplarz recenzencki otrzymałam od:



Ogólna liczba stron: 224
Rodzaj literacki: powieść historyczna/powieść sensacyjna
Tytuł oryginału: Ostatnie srebrniki
Wydawnictwo: Bernardinum
Cena okładkowa: 24,90
Data wydania: 11.10.2017
Ocena książki: 4,5/10,0




Copyright © 2017 Marzenie Literackie