15:20

C. J. Tudor - Kredziarz | Kiedy dziecięca zabawa przeinacza się w morderstwo...

C.J. Tudor - Kredziarz

To miała być jedynie dziecięca zabawa. Finał okazał się być scenariuszem do horroru rodem z najgorszego koszmaru... 


Każdy ma coś na sumieniu, a dzieci nie zawsze są niewinne...”






W mrocznych zakamarkach ludzkiego umysłu kryją się najbardziej fascynujące koszmary i tajemnice.
Rok 1986. Eddie i jego przyjaciele dorastają w sennym angielskim miasteczku. Spędzają czas, jeżdżąc na rowerach i szukając wrażeń. Porozumiewają się kodem: rysowanymi kredą ludzikami. Pewnego dnia jeden tajemniczy znak prowadzi ich do ludzkich zwłok. Od tej chwili wszystko zmienia się w ich życiu.
Trzydzieści lat później Eddie i jego przyjaciele dostają listy z wiadomością napisaną tajemniczym kodem z dawnych lat. Uważają, że to żart do momentu, gdy jeden z nich nie ginie w niewyjaśnionych okolicznościach. Do Eddiego dociera, że jedyną drogą do ocalenia siebie przed podobnym losem jest próba zrozumienia, co tak naprawdę stało się przed laty. 




Dzisiaj pozwolę sobie nieco pomarudzić, ponarzekać i w ogóle postękać na temat złożoności całej okropności jaka właśnie się zagnieździła, bo właściwie to wszystko jest do jednej, wielkiej du... Żartuje. Po prostu muszę trochę popluć jadem, bo inaczej jad będzie ściekał do samego dna duszy, naruszając mój wrażliwy nerw marudy (wielkiego marudy), który z czasem może nieco przybrać na sile, a ja starałabym się za wszelką cenę tego uniknąć. W skrócie: jako że nie mam gdzie ponarzekać, pierwszą i (najważniejszą zresztą) formą ratunku jest blog. Więc oto jestem. Przychodzę marudzić. Świeżo po przeczytanej lekturze (jakoś trzy dni temu) wciąż nie mogę przestać zadawać sobie tego samego pytania: dlaczego? No właśnie. Dlaczego? Dlaczego autorka zmarnowała tak wielki potencjał i pomysł powieści? Dlaczego tak bardzo się rozczarowałam? Odpowiem najprościej w świecie: nie wiem. 
Sytuacja znajoma - przeglądasz książki w poszukiwaniu czegoś nowego i interesującego i przypadkowo natrafiasz na Kredziarza. Myślisz sobie: nie znam autora, ale to musi być coś mocnego (tak szepcze Ci spomiędzy stron mroczna okładka) i ulegasz temu przekonaniu. To będzie coś mocnego! Krzyczy podświadomość, więc trzymasz się tego założenia, a potem... trach! Koniec powieści. Niespodzianka. Zaskoczenie. Rozczarowanie. 
Spokojnie, również uległam temu błędnemu przekonaniu. Ale do rzeczy. 
Po pierwszym rozdziale moje ogromne oczekiwania wobec książki niejako zostały podsycone. Psychopatyczna natura człowieka niezrównoważonego psychicznie nakarmiła się tym, co chciała. Chciałam trupa i trupa dostałam. Chciałam tajemniczości, chciałam. Chciałam morza krwi, chciałam. Dostałam wszystko, więc (pisząc bardzo, bardzo kolokwialnie) najarałam się na dalszą część, bo pierwszy rozdział zagwarantował dobre, pierwsze wrażenie, dając jednocześnie przepustkę i zachętę na więcej. No tak. I tu zaczynają się schody. 
W dalszych etapach powieści Tudor wpływa na zmysł złaknionego czytelnika, sugerując mu, że trzeba dobić do kolejnego rozdziału, bo zaraz będzie się działo”. Problem w tym, że suma summarum nie dzieje się nic, a czytelnik niejako orientuje się, że to poczekaj, zaraz” ucieka, bo nagle z pierwszego rozdziału robi się ostatni i książka się kończy. To trochę jak z człowiekiem, który pokazuje psu przysmak zwodząc go nim, żeby na samym końcu dać mu mały ogryzek. Ciekawy pomysł na fabułę sprawił, że czekałam na coś, co się nie pojawiło. Spodziewałam się nie lada wątku psychologicznego (bo przecież opis aż się o to prosi), trudnych do rozszyfrowania łamigłówek i poszlak, które będą układać się w logiczną całość. Nic bardziej mylnego. Ot, taki sobie słabszy dreszczowiec, bo koniec nie zaskakiwał, bo chyba usilnie starałam się sama skomplikować co dostałam w nadziei, że nie może być zbyt łatwo, a było. Bardzo się rozczarowałam. 
Nie żeby coś. Ktoś może teraz pomyśleć, że nie warto sięgnąć po Kredziarza. 
Warsztat, jaki reprezentuje autorka w swoim debiucie jest prosty i wciągający. Właściwie to podczas czytania powieści byłam zaskoczona, że to pierwsza książka Tudor. Dobry warsztat i równie dobre opisy sytuacji wyraźnie zdradzały, że autorka bynajmniej nie ma do czynienia z pisaniem od krótkiego czasu. Książkę czyta się naprawdę szybko i przyjemnie. To są chyba jedne z najważniejszych cech dobrych książek, bo takie wszyscy uwielbiamy czytać bez końca. Dzieło Tudor ma w sobie te elementy. Dodatkowo różnorodni bohaterowie (dokładnie paczka przyjaciół) pozwalają lepiej wczuć się w fabułę.





Dla osób ceniących sobie mroczne i zabójcze klimaty, dla ciekawskich sensacji i thrillerów.




+ Mroczne klimaty powieści;
+ Lekki styl pisania autorki;

- Nie w pełni wykorzystany potencjał powieści;
- Niezbyt umiejętne rozwinięcie wątku kryminalnego;




Dla tych, co lubią sensacje: tajemnicze rysunki, aura małych i grzesznych miasteczek, wplątanie dzieci w zbrodnie i krwawe zabójstwa. Brzmi dobrze? Bo takie było, ale zdecydowanie, zdecydowanie niewystarczająco, stąd moja ocena. Jak na to, co zapowiadały reklamy poczułam się oszukana. W głębi serca liczę na to, że autorce uda się napisać jeszcze coś niebywałego. Z ciekawości sięgnęłabym po inne powieści. 



W religii to częsta prawidłowość: morduj, gwałć, masakruj, a jak okażesz skruchę, wszystko będzie ci wybaczone.”

„Bycie dobrym człowiekiem nie polega na śpiewaniu hymnów czy modleniu się do jakiegoś mitycznego bóstwa. Nie chodzi o noszenie krzyżyka i chodzenie co niedziela do kościoła, ale o to, jak traktujesz innych ludzi. Dobry człowiek nie potrzebuje religii, bo wystarczy mu przekonanie, że postępuje właściwie. ” 


C. J. Tudor, Kredziarz, Recenzja, Marzenie Literackie

C.J.  Tudor, Kredziarz, Recenzja, Marzenie Literackie



Egzemplarz recenzencki otrzymałam od:




Ogólna liczba stron: 384
Rodzaj literacki: thriller/sensacja
Tytuł oryginału: The Chalk Man 
Wydawnictwo: Czarna Owca
Cena okładkowa: 35,99
Data wydania: 28.02.2018
Ocena książki: 5,0/10,0




Copyright © 2017 Marzenie Literackie