15:20

C. J. Tudor - Kredziarz | Kiedy dziecięca zabawa przeinacza się w morderstwo...

c. j. tudor, kredziarz, marzenie literackie

Ocena książki: 5,0/10,0
Ogólna liczba stron: 384
Rodzaj literacki: thriller/sensacja
Tytuł oryginału: The Chalk Man 
Wydawnictwo: Czarna Owca 


Każdy ma coś na sumieniu, a dzieci nie zawsze są niewinne...”


Najlepiej zacząć od początku. 
Sęk w tym, że nigdy nie doszliśmy do porozumienia, kiedy to wszystko się zaczęło. Może w dniu, w którym Gruby Gav dostał na urodziny wiadro z kredami? Czy jak zaczęliśmy nimi rysować tajemnicze symbole? Albo kiedy same zaczęły się pojawiać? A może wtedy, kiedy znaleziono pierwsze zwłoki? 
To Kredziarz podsunął dwunastoletniemu Eddiemu pomysł, by porozumiewać się z przyjaciółmi za pomocą rysunków kredą. To był ich kod, do czasu gdy symbole doprowadziły ich do ciała dziewczynki. Wtedy zabawa się skończyła. 
Trzydzieści lat później Ed dostaje kopertę. Znajduje w niej tylko kawałek kredy i rysunek człowieka z pętlą na szyi. Zdaje sobie sprawę, że gra sprzed lat nigdy się nie skończyła... 

To miała być jedynie dziecięca zabawa. Finał okazał się być scenariuszem do horroru rodem z najgorszego koszmaru... 

Eddie to dwunastolatek uwielbiający spędzać czas ze swoimi przyjaciółmi. Gruby Gav, Mickey Metal, Nicky i Hoppo - niezastąpiona paczka dzieciaków żądna przygód i doświadczeń serwowanych przez życie. Każdy inny, każdy niezastąpiony, każdy stanowiący inne ogniwo grupy. Za dnia uwielbiają rzucać kamieniami, bawić się w wymyślne gry i skakać po drzewach. Słowem uwielbiają robić to, co miewają w zwyczaju robić inne dzieci - cieszyć się pięknym i beztroskim życiem. Kto nie wraca do lat dziecięcych z uśmiechem na twarzy? 

Eddie, Gruby Gav, Mickey Metal, Nicky i Hoppo z pewnością do niej nie wracają. 
Razem, ale i osobno - każdy z nich ma stać się wkrótce świadkiem zbrodni, jaką zapamiętają do końca życia. 

Gruby Gav ma urodziny, więc robi przyjęcie i zaprasza swoich znajomych. Niezapomniana impreza, w jakiej uczestniczą wszyscy goście sprawia, że bawią się doskonale. Oczywiście nie byłoby urodzin bez prezentów - Gruby Gav dostaje w jednym z nich zestaw kolorowych kred, zupełnie jak za czasów, gdy jego paczka była dużo mniejsza i grali w grę w klasy. Grubemu Gavowi nie podoba się jednak ten podarek. Bez dłuższego zastanowienia postanawia oddać go temu, kto mu go wręczył. Niestety, nie wiadomo kto jest jego nadawcą. Gruby Gav jest poirytowany. 

Któregoś nudnego popołudnia Eddie wpada na pomysł, że wszyscy mogliby komunikować się  poprzez rysowanie wiadomości na chodniku, według tajnego szyfru. Ta wizja wydała się być na tyle interesująca, że postanawiają wdrożyć ją w życie. Teraz mogą bez problemu porozumiewać się nawet w obecności dorosłych. I żaden z nich nawet nie wiedział o co chodziło. To dodatkowo podkręcało walory zabawy. 

Niestety nie na długo.

W Anderbury dochodzi do brutalnego morderstwa. Ofiara leży poćwiartowana w krzakach, w dodatku nie ma głowy. Policjanci znajdują na miejscu dziwne rysunki ludzików narysowane kredą. Nikt nic nie widział, nikt nic nie słyszał. Eddie i jego przyjaciele są w szoku. Do tej pory bawili się tylko w piątkę, a teraz ktoś najwidoczniej zabawił się ich kosztem... 
Eddie i reszta zaczynają nazywać mordercę Kredziarzem”. 
Kto zdemaskował ich zabawę? Kto stoi za morderstwami? Czy to możliwe, żeby któryś z nich był sprawcą?  


Mroczny debiut angielskiej pisarki, która od teraz całkowicie poświęciła się pisaniu.

c. j. tudor, kredziarz, marzenie literackie

Dzisiaj pozwolę sobie nieco pomarudzić, ponarzekać i w ogóle postękać na temat złożoności całej okropności jaka właśnie się zagnieździła, bo właściwie to wszystko jest do jednej, wielkiej du... Żartuje. Po prostu muszę trochę popluć jadem, bo inaczej jad będzie ściekał do samego dna duszy, naruszając mój wrażliwy nerw marudy (wielkiego marudy), który z czasem może nieco przybrać na sile, a ja starałabym się za wszelką cenę tego uniknąć. W skrócie: jako że nie mam gdzie ponarzekać, pierwszą i (najważniejszą zresztą) formą ratunku jest blog. Więc oto jestem. Przychodzę marudzić. Świeżo po przeczytanej lekturze (jakoś trzy dni temu) wciąż nie mogę przestać zadawać sobie tego samego pytania: dlaczego? No właśnie. Dlaczego? Dlaczego autorka zmarnowała tak wielki potencjał i pomysł powieści? Dlaczego tak bardzo się rozczarowałam? Odpowiem najprościej w świecie: nie wiem. 

Sytuacja znajoma - przeglądasz książki w poszukiwaniu czegoś nowego i interesującego i przypadkowo natrafiasz na Kredziarza. Myślisz sobie: nie znam autora, ale to musi być coś mocnego (tak szepcze Ci spomiędzy stron mroczna okładka) i ulegasz temu przekonaniu. To będzie coś mocnego! Krzyczy podświadomość, więc trzymasz się tego założenia, a potem... trach! Koniec powieści. Niespodzianka. Zaskoczenie. Rozczarowanie. 
Spokojnie, również uległam temu błędnemu przekonaniu. Ale do rzeczy. 

Po pierwszym rozdziale moje ogromne oczekiwania wobec książki niejako zostały podsycone. Psychopatyczna natura człowieka niezrównoważonego psychicznie nakarmiła się tym, co chciała. Chciałam trupa i trupa dostałam. Chciałam tajemniczości, chciałam. Chciałam morza krwi, chciałam. Dostałam wszystko, więc (pisząc bardzo, bardzo kolokwialnie) najarałam się na dalszą część, bo pierwszy rozdział zagwarantował dobre, pierwsze wrażenie, dając jednocześnie przepustkę i zachętę na więcej. No tak. I tu zaczynają się schody. 
W dalszych etapach powieści Tudor wpływa na zmysł złaknionego czytelnika, sugerując mu, że trzeba dobić do kolejnego rozdziału, bo zaraz będzie się działo”. Problem w tym, że suma summarum nie dzieje się nic, a czytelnik niejako orientuje się, że to poczekaj, zaraz” ucieka, bo nagle z pierwszego rozdziału robi się ostatni i książka się kończy. To trochę jak z człowiekiem, który pokazuje psu przysmak zwodząc go nim, żeby na samym końcu dać mu mały ogryzek. Ciekawy pomysł na fabułę sprawił, że czekałam na coś, co się nie pojawiło. Spodziewałam się nie lada wątku psychologicznego (bo przecież opis aż się o to prosi), trudnych do rozszyfrowania łamigłówek i poszlak, które będą układać się w logiczną całość. Nic bardziej mylnego. Ot, taki sobie słabszy dreszczowiec, bo koniec nie zaskakiwał, bo chyba usilnie starałam się sama skomplikować co dostałam w nadziei, że nie może być zbyt łatwo, a było. Bardzo się rozczarowałam. 

Nie żeby coś. Ktoś może teraz pomyśleć, że nie warto sięgnąć po Kredziarza. 

Warsztat, jaki reprezentuje autorka w swoim debiucie jest prosty i wciągający. Właściwie to podczas czytania powieści byłam zaskoczona, że to pierwsza książka Tudor. Dobry warsztat i równie dobre opisy sytuacji wyraźnie zdradzały, że autorka bynajmniej nie ma do czynienia z pisaniem od krótkiego czasu. Książkę czyta się naprawdę szybko i przyjemnie. To są chyba jedne z najważniejszych cech dobrych książek, bo takie wszyscy uwielbiamy czytać bez końca. Dzieło Tudor ma w sobie te elementy. Dodatkowo różnorodni bohaterowie (dokładnie paczka przyjaciół) pozwalają lepiej wczuć się w fabułę.
Dla tych, co lubią sensacje: tajemnicze rysunki, aura małych i grzesznych miasteczek, wplątanie dzieci w zbrodnie i krwawe zabójstwa. Brzmi dobrze? Bo takie było, ale zdecydowanie, zdecydowanie niewystarczająco, stąd moja ocena. Jak na to, co zapowiadały reklamy poczułam się oszukana. 


W głębi serca liczę na to, że autorce uda się napisać jeszcze coś niebywałego. Z ciekawości sięgnęłabym po inne powieści. 
Wreszcie skończyłam recenzję (ale się rozpisałam!, wybaczcie). Ciekawa jestem Waszych opinii na temat książki. Piszcie w komentarzach. 

c. j. tudor, kredziarz, marzenie literackie

Chcielibyście przeczytać Kredziarza

Cytaty z książki: 
W religii to częsta prawidłowość: morduj, gwałć, masakruj, a jak okażesz skruchę, wszystko będzie ci wybaczone.”

Bycie dobrym człowiekiem nie polega na śpiewaniu hymnów czy modleniu się do jakiegoś mitycznego bóstwa. Nie chodzi o noszenie krzyżyka i chodzenie co niedziela do kościoła, ale o to, jak traktujesz innych ludzi. Dobry człowiek nie potrzebuje religii, bo wystarczy mu przekonanie, że postępuje właściwie.


Za możliwość przeczytania książki jeszcze raz bardzo dziękuję:



Copyright © 2017 Marzenie Literackie