16:40

Ewa Zdunek - Mediatorka | Zwariowani przyjaciele, niecodzienna praca i życie nieszczędzące przeciwności losu. Do akcji o odzyskanie harmonii wkracza ona...

Ewa Zdunek, Mediatorka, Recenzja, Marzenie Literackie

Gdy konflikt przybiera rangę nieokrzesanego, a porozumienie wychodzi poza sferę bytu osiągalnego, wtedy z pomocą przychodzi mediatorka - specjalistka w rozwiązywaniu cudzych problemów. Nie podejrzewa ona natomiast, że niedługo będzie musiała stać się specjalistką od własnego życia, które - jak się zaraz okaże - nie będzie tak łatwo ułożyć jak w mediacji w życiu zawodowym.


Wszystkie smaki życia w jednym koktajlu emocji”




Mediacja to często jedyna okazja, by rozwiązać problemy, które dotykają wielu rodzin. Praca, która jest prawdziwym powołaniem. Czy jednak pomoże głównej bohaterce poradzić sobie z własnymi kłopotami?
Nękanie ze strony byłego męża, jego groźby pod adresem dzieci, wymagająca praca, brak wsparcia ze strony rodziców, to tylko niektóre wyzwania bohaterki. Musi ona jednak nie tylko stawiać im czoło, ale także pomagać w rozwiązaniu zawikłanych sytuacji rodzinnych w sądzie. Wszak od mediatorów oczekujemy cudów…
Pasjonująca powieść o przedstawicielce tak mało znanego zawodu, pełna przejmujących historii z sal sądowych, oparta na zawodowych doświadczeniach autorki.



 
Tak sobie siedzę i wymieniam spojrzenia z tą nieszczęsną Mediatorką, leżącą leniwie na biurku obok i zastanawiam się, od czego mam zacząć pisać w końcu recenzję, za którą zabieram się już ponad dwa tygodnie. Chciałabym wreszcie dojść do ładu i składu, ale biorąc pod uwagę sprzeczności, jakie wysyła mi lektura po zapoznaniu się z jej treścią, trudno nawet prosić o dobrą historię, ponieważ Mediatorka z pewnością takiej historii w sobie nie kryje. Zanurzenie się w świat wykreowany przez autorkę zesłał na mnie strumienie irytacji i zdezorientowania. To jedyne wspomnienia, które przywołuje moja pamięć po długim powrocie do fabuły i na nieszczęście Mediatorki wcale nie będę starać się tego zmienić. 
Zacznę od tego, że Mediatorka już na starcie wysyła odbiorcy sprzeczne sygnały. Z jednej strony widzimy tytuł (i nie wiem jak wy, ale ja wyobrażam sobie specjalistkę sądową od negocjacji jako kobietę silną i zdeterminowaną), więc taka kobieta faktycznie pojawia się z profilu na okładce, w tle której leży jakiś tam pędzel i niepomalowana do końca ściana na pomarańczowo. Później poddajemy oględzinom resztę oprawy graficznej w kształcie cukierkowych zdobień, a na końcu, kiedy już silimy się na przeczytanie opisu na obwolucie, dowiadujemy się, że mamy do czynienia z historią „trochę gorzką”, ale jednak „nieco słodką”. No i weź bądź teraz, kurka wodna, mądry. 
Takie wrażenie dezorientacji i sprzeczności bynajmniej nie zmniejsza się podczas lektury. Wręcz przeciwnie. Pogłębia się. 
Zdunek napędza historię. Przestawia nam bohaterów kompletnie odrealnionych i wręcz tak karykaturalnych, że czytelnik choćby bardzo chciał, to nie jest w stanie nawet sobie wyperswadować któregokolwiek z nich: postać główna początkowo wydaje się być silną i niezależną osobą, która ma dwie małe córeczki i jest rozwiedziona z mężem. Kocha swoją pracę i łączą ją trudne relacje z matką. Marta Kołodziej, bo o niej mowa, zdążyła przyzwyczaić się do zachowań matki i nauczyła się odcinać emocje w trakcie konwersacji z matką, ale przy pierwszej lepszej kłótni wybucha płaczem i zarzuca matce oschłość. Nie potrafi żyć bez swoich córeczek, ale nieustannie się od nich odcina. Nie chce z nikim być, ale jednak obraca się w towarzystwie mężczyzny. Uwielbia być mediatorką, ale narzeka na dolę mediatorów. Ciągle pracuje, ale nie chce pracować. Takich przykładów można wysypać z rękawa jeszcze kilkanaście. Sensu w tym nie znajdziesz, choćbyś przeczytał książkę od deski do deski. 
Kolejni bohaterowie ani trochę nie ujmują Marcie nienaturalności. 
Otyła Betka, która nie może oprzeć się pierwszemu lepszemu mężczyźnie, bo zdobył się na błahy komplement; kominiarz Zbyszek, który jest starym kawalerem i ślini się na młode dziewczyny, cały czas szukając miłości; potykający się o własne nogi i wszystko wokół lekarz Robert i spiskujący przeciwko Marcie bardzo zły były mąż. Wszystko to z domieszką tak śmiesznych dialogów, że wywoływał uśmiech politowania niż radości.
Czy w życiu codziennym naprawdę spotykamy takich bohaterów? 
Mieszanka absurdalności w jednym koktajlu emocji. 
Na początku mamy do czynienia z typową obyczajówką. Zdunek wdraża czytelnika w swój fikcyjny świat, dzięki któremu możemy poznać kulisy pracy mediatora i nie byłoby w tym nic złego, gdyby przypadków w opisywanej książce było raz że zdecydowanie mniej, a dwa - podobnie jak w przypadku bohaterów - ocierałyby się chociaż trochę o realność. Nie jestem mediatorem, ale jakoś nie wydaje mi się, żeby małżeństwo obwiniało się nawet o złą pogodę na dworze. Ale co ja tam mogę wiedzieć. 
Z czasem dociera do czytelnika, że z obyczajówki książka przeinacza się w jakieś tam inne gatunki literackie, żeby na końcu (uwaga) pokazać też kryminalne oblicze i uświadomić odbiorcę, że jest zwykłym laikiem, ponieważ autorka tak bardzo miesza w powieści, iż nie sposób nadążyć za jej zamysłem. Niestety ze względów recenzenckich nie mogę opisać konkretnie co mam tutaj na myśli. Ot cała książka.
Nie wiem co było gorsze - próba bezskutecznego okiełznania humorków bohaterów, oraz bezsilne uwierzenie w ich żywot czy historia, która bardziej zirytowała mnie nagłym obrotem spraw niż zafascynowała. Nie potrafię powiedzieć.
Jedno co trzeba przyznać autorce jest natomiast to, że podobał mi się zamysł pokazania tak mało znanego zawodu jak mediator. Gdyby nie lektura, może nawet nie byłabym świadoma jego istnienia, a już tym bardziej nie wyczułabym intencji. Od samego początku fabuła powieści całkiem inaczej malowała się w oczach pochłoniętych fikcją. 




Dla tych, którzy chcieliby poznać zawód mediatora od kuchni, dla fanów obyczajówek i lekkich lektur na rozluźnienie. 



 
+ Zawód mediatora od kuchni;
+ Lekka lektura.

- Odrealnieni bohaterowie;
- Irytująca bohaterka główna;
- Zbyt rozwleczone sprawy mediatorskie;
- Wykonanie fabuły. 




Słyszałam o tym, że autorka ma w planie kontynuować przygody o Marcie, jednak Mediatorka nie spodobała mi się na tyle, aby z chęcią sięgnąć po następne tomy. W przyszłości raczej będę omijać je szerokim łukiem. Trochę szkoda. 




Nie chciałam rozmawiać o swoich problemach, wolałam o cudzych. Bywa, że wydaje nam się, że jeśli nie będziemy przywoływać swoich demonów, to one znikną. Cudze zmartwienia pozwalają wyrobić w sobie przekonanie, że inni mają gorzej, trudniej. Oszukujemy się, że to im należy pomóc przede wszystkim, odsuwając nieprzyjemny moment konfrontacji z własnymi troskami.”


Współczuję sędziom. Wszystkie sprawy są takie same, ludzie się nienawidzą, oblewają wiadrami pomyj, wyciągają najgorsze brudy, a potem oczekują, że ktoś przyjdzie i to wszystko posprząta.”

Ewa Zdunek, Mediatorka, Recenzja, Marzenie Literackie

Ewa Zdunek, Mediatorka, Recenzja, Marzenie Literackie




 Egzemplarz recenzencki otrzymałam od:





Ogólna liczba stron: 316
Rodzaj literacki: literatura obyczajowa
Tytuł oryginału: Mediatorka
Cena okładkowa: 36,99
Data wydania: 04.04.2018
Wydawnictwo: W.A.B.
Ocena książki: 4,5/10,0





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drogi czytelniku!

Zamiast reklamować się na blogu, napisz sensowny komentarz. Obiecuję, że odwdzięczę się w wolnej chwili.

Copyright © 2017 Marzenie Literackie