Celeste Ng - Małe ogniska | Ironiczność, wrażliwość i wywrotność we wspólnym koktajlu życia serwowanym zupełnie różnym od siebie rodzinom...

Celeste Ng, Małe ogniska, Recenzja, Marzenie Literackie

Nic nie dzieje się bez przyczyny. Nawet jeśli coś wydaje się być odległe i w żaden sposób z sobą niepowiązane, często życie udowadnia, że istnieje przecież coś takiego jak telepatyczne więzi, niewidzialne nitki, które pod wpływem tych losowych zdarzeń nabierają wyrazistości, co w każdym przypadku przekłada się na przyszłość. I można byłoby powiedzieć, że nie ma w tym nic złego, choć trzeba też pamiętać o jednym. 
Bo czasem jest tak, że nitki telepatii się plączą albo rozrywają... 
Jak temu zapobiec?
Na to pytanie nie są w stanie odpowiedzieć nawet bohaterowie powyższej książki.




Dowcipna, mądra i wrażliwa. Po prostu cudowna.”





W Shaker Heights, spokojnym, postępowym miasteczku na obrzeżach Cleveland, wszystko zostało zaplanowane - począwszy od rozkładu krętych dróg, przez kolory domów, na pełnych sukcesów życiu jego mieszkańców kończąc. A nikt nie uosabia lepiej ducha tego miejsca niż Elena Richardson, która uważa, że najważniejsze jest trzymanie się zasad. 
Mia Warren - enigmatyczna artystka i samotna matka - wchodzi w ten zamknięty, idylliczny świat wraz ze swoją nastoletnią córką Pearl i wynajmuje od Richardsonów dom. Ich życie, tak odmienne od życia gospodarzy, zaczyna się z nim zlewać i burzyć starannie zbudowane rusztowanie podtrzymujące ich światopogląd. 
Gdy przyjaciele Richardsonów chcą zaadoptować dziecko o chińskich korzeniach, wybucha wojna o prawa do opieki, która dzieli całe miasteczko i stawią Mię i Elenę po dwóch różnych stronach barykady. Nieufna wobec Mii i jej motywów, Elena jest zdeterminowana, by odkryć sekrety z jej przeszłości. Za swoją obsesję przyjdzie jej zapłacić nieoczekiwaną i druzgocącą cenę. 
Małe ogniska to powieść, która zgłębia wagę tajemnic, naturę sztuki i tożsamości oraz niemal zwierzęcą siłę matczynej miłości, jak również niebezpieczeństwa czyhające za przekonaniem, że trzymanie się zasad może nas obronić przed katastrofą. 






Literatura obyczajowa to coś, co wbrew pozorom łatwo napisać nie jest - niby opowiadamy wszelakiego pokroju historie napisane przez życie, więc teoretycznie scenariusz fabuły mamy już gotowy, a z drugiej strony pisanie o codzienności ma to do siebie, że może nieco rozczarować i nie oszukujmy się - życie, jakie prowadzimy na co dzień nie jest tak pasjonujące jak to, które zaplanujemy w książce od A do Z. Z trzeciej natomiast strony jestem tego zdania, że to właśnie w gestii pisarza jest, aby to on pchnął ikrę w fabułę. To, co charakteryzuje dobrego twórcę to umiejętność wykreowania polotu tam, gdzie go nie ma. Zły twórca będzie w stanie spaprać nawet najcudowniejszą historię, jaka mu się trafi i co do tego nie ma jakichkolwiek wątpliwości. Jak to się przekłada na sytuację z fabułą Małych ognisk? Ano tak, że autorka oprócz zwyczajnej (i niezwyczajnej) historii, jaką wykreowała, była w stanie zaczarować ją swoim wrażliwym i subtelnym piórem, co w efekcie końcowym dało wyjątkowy efekt. I dokładnie taka jest ta książka.
Sięgnięcie po Małe ogniska było z mojej strony jednym, wielkim ryzykiem - fizykiem. Na początku nie czułam do końca o czym jest w ogóle książka, w dodatku nie znałam wcześniej twórczości autorki i gdzieś z tyłu głowy zakodowała mi się informacja, że być może będę mieć do czynienia z nieco ckliwą historyjką o zmienianiu świata, gdzie to w ogóle na początku same problemy, a potem nagle wielki happy end, opada kurtyna i autorka częstuje nas na do widzenia jeszcze pokrzepiającą myślą o wizji i złożoności życia, z której nic nie rozumiemy. Jak świetnie, że ten kod był błędny. Jak świetnie było móc dostać nieco świeżości w literackie horyzonty. 
Zacznę od bohaterów, ponieważ uważam, że to oni zasługują tutaj na największe oklaski i pokłony w nadawaniu charakteru książce. Autorka bardzo pozytywnie mnie nimi zszokowała: rzadko komu udaje się wykreować ich tylu na raz, idąc jednocześnie z ich osobowościami w tak różnych kierunkach z taką dokładnością jak Ng i prawdopodobnie nie zwróciłoby to mojej uwagi gdyby nie to, że każdy z tych bohaterów jest tak prawdziwy, a fabuła wymusza na nich podążanie ścieżką do wewnętrznej i czasami nieco drastycznej transformacji duchowej (zupełnie jak z nami w życiu realnym). Autorka pozwala czytelnikowi poznać swoich bohaterów z intymnej strony, przez co nie sposób odczuć barykady fikcji w relacji czytelnik i bohater. Nawet postaci epizodyczne wydają się mieć ważną i niezastąpioną rolę do odegrania pod przykryciem niewidzialnej peleryny, która wyryje się w naszej pamięci już nie tak epizodycznie jak myśleliśmy. Tutaj ogromny plus dla autorki.
Pióro autorki. To kolejna rzecz, która według mnie sprawiła, że ta historia stała się tak wyjątkowa dzięki swojej ironii, zabawności i magiczności. Ng potrafi zwrócić uwagę na elementy, które nie każdy jest w stanie zobaczyć gołym okiem, zaczarować cytatem i urzec subtelnością pisania o rzeczach szorstkich. Akapity czyta się lekko i z ciekawością. 
Fabuła. To coś, o czym chciałoby się napisać najwięcej, ale napisać najtrudniej. Nie pamiętam kiedy ostatnio czytałam dzieło, w którym nawet najmniejszy szczegół miał tak kluczowe znaczenie w rzutowaniu na przyszłość. Wszystkie zwroty akcji, cały ten wir wydarzeń z łatwością wciąga, a nawet wymusza i prosi się o więcej. Z tego też względu oprócz dużego plusu pojawia się także i minus: zakończenie otwarte. O tak. Choć nie mam nic przeciwko takiemu rozwiązaniu, w tym przypadku coś ewidentnie nie zazębiło się tak, jak powinno. Za dużo pytań, za mało odpowiedzi (tak wiem, czepiam się, no ale kurczę nie spodobało mi się to no). I niektóre momenty mogły wydawać się nudne. Na szczęście to drobnostka. 
Zżyłam się z bohaterami, zżyłam się z historią. Szkoda, że tak szybko się skończyła. 





Dla fanów pięknych opowieści, dla tych, którzy uwielbiają właśnie takie historie obyczajowe, dla fanów autorki lub tych, którzy chcieliby zasilić szeregi powieściami, które na dłużej zapadają w pamięć. 





+ Historię czyta się bardzo szybko;
+ Wrażliwe pióro autorki;
+ Bohaterowie z krwi i kości;
+ Powieść, którą pisze życie. 

- Otwarte zakończenie;
- Momentami powieść może nudzić. 





Małe ogniska to powieść niezwykła, wyjątkowa, a nade wszystko poruszająca swoją życiową prostotą - będziemy przy niej naprzemiennie śmiać się, płakać i zastanawiać w międzyczasie, co przyniosą dalsze losy, aż w końcu na sam koniec zostaniemy sam na sam ze starannie ukrytą refleksją. Ona zaś, najpierw zaczaruje klimatem, a później pokaże, jakie życie bywa wywrotne i trudne. 
Pierwsze spotkanie z twórczością autorki uważam za jak najbardziej udane i liczę na więcej. Jestem pod wrażeniem. 



Pamiętaj - powiedziała Mia - czasem trzeba wszystko spalić do gołej ziemi, żeby móc zacząć od nowa. Ale po pożarze gleba staje się żyźniejsza i mogą na niej wyrosnąć nowe rośliny. Ludzie też tacy są. Potrafią zacząć od początku. Znaleźć wyjście.”

„Większość miast po prostu powstaje, najlepsze są zaprojektowane.”


Celeste Ng, Małe ogniska, Recenzja, Marzenie Literackie


Celeste Ng, Małe ogniska, Recenzja, Marzenie Literackie




Egzemplarz recenzencki otrzymałam od: 


Ogólna liczba stron: 424
Rodzaj literacki: literatura obyczajowa
Tytuł oryginału: Little Fires Everywhere
Cena okładkowa: 39,90
Data wydania: 03.10.2018
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Ocena książki: 7,9/10,0 








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drogi czytelniku!

Zamiast reklamować się na blogu, napisz sensowny komentarz. Obiecuję, że odwdzięczę się w wolnej chwili.

Copyright © 2016 Marzenie Literackie , Blogger