Kaira Rouda - Ten jeden dzień | Iluzja perfekcyjnego małżeństwa w świecie sielankowego życia... [PRZEDPREMIEROWO]

Kaira Rouda, Ten jeden dzień, Recenzja, Marzenie Literackie

To miało być idealne życie, to miało było idealne małżeństwo, to miał być ten jeden, wyjątkowy i niezapomniany dzień. I był. Bezpowrotny - już na zawsze odmieniający ich sielankowy los w czystą ruletkę zwodzeń i manipulanctwa. Jak wielkie kłamstwo kryje się za małżeństwem Stromów? Żadna konstrukcja nie jest w stanie utrzymać jego ciężaru... 


Idealne małżeństwo to idealna iluzja...”




Pozory mogą mylić. Chcesz się przekonać?
Paul Strom wiedzie życie, które jawi się jako spełnienie amerykańskiego snu. Piękna młoda żona Mia, dwoje wspaniałych dzieci w elitarnej szkole, ogromny dom na przedmieściach i satysfakcjonująca praca w agencji reklamowej. A co, jeśli to z pozoru doskonałe życie amerykańskiej rodziny jest tylko ułudą? A wizerunek przykładnego obywatela kryje mężczyznę z niebezpieczną osobowością?





Ten jeden dzień to książka, którą przeczytałam w kilka godzin od momentu, kiedy tylko pojawiła się na moim stosiku. Ktoś czytający właśnie to zdanie zaraz wysnuje szybki i precyzyjny wniosek, że skoro tak szybko uporałam się z lekturą, to coś ewidentnie na rzeczy być musi. No i było. Szkoda tylko, że niekoniecznie to, na co się nastawiałam przed i szkoda tylko, że zapowiadało się nieźle, a wyszło jak zawsze (ponieważ w ostatnim czasie przejawiam nieposkromione szczęście do nietrafionych lektur). I dobra, powiem wprost: książka nie jest zła, ale dla kogoś, kto na co dzień obraca się w świecie thrillero-sensacjo-horroro-kryminałów lektura będzie cofnięciem się do czasów i początków swoich przygód z tymi pozbawionymi serca gatunkami, a przede wszystkim zda sobie sprawę, że gdyby trafił na Ten jeden dzień właśnie w tamtym momencie, byłaby ona dla niego bestsellerem godnym polecenia.
Ale wróćmy do teraźniejszości. Załóżmy, że mamy już ten dłuższy staż z thrillerami.
Mamy małżeństwo - piękną i seksowną Mię oraz Paula, przystojnego i wysoko ustawionego statusem społecznym mężczyznę. Obydwoje bogaci, obydwoje są wzorcem małżeństwa dla innych. Nieskazitelna czystość i perfekcja w żywym wydaniu, objawiająca się w najmniejszych aspektach sfer ich codzienności - rewelacyjność ocieka ich zewsząd nawet w czułych gestach, jakich nie szczędzą okazywać sobie publiczności. Aż do tego konkretnego dnia, kiedy nić cudowności zostaje przerwana wspólnym wyjazdem na wypoczynek. Mia i Paul nieświadomie zaczynają toczyć ze sobą grę, w której jeden próbuje zerwać maskę drugiemu - żaden jednak z nich nie przeczuwa, że obydwoje znaleźli się w grze, gdzie jedyną zasadą jest odkryć prawdziwą twarz drugiego. No i teraz zaczyna się punkt kulminacyjny recenzji.
Tak sobie myślę, że po części moje oczekiwanie na wielki wybuch w dziele przyczyniło się do tego, że przeczytałam ją tak błyskawicznie. Przechodziłam przez kolejne rozdziały z nadzieją, że ta historia ma tak wielki potencjał, że za chwilę wydarzy się coś, co zwali mnie z nóg, zaraz nie będę mogła otrząsnąć się z amoku, zaraz coś strzeli, a ja się złamię i się nie podniosę z tak genialnej konspiracji i pomysłu autorki, że aż będę mieć sucho w ustach. Zaraz będzie, zaraz będzie i... koniec książki. Pada pytanie: To wszystko?”, bo aż dziw wierzyć, że ten pomysł, z którego skorzystała autorka (bo przecież nie mogła wymyślić czegoś, co już zostało wymyślone dawno) jest tak łudząco podobny do innych, tyle że bohaterowie prężą pierś pod innymi imionami. Idealne małżeństwo, chory psychicznie mąż-manipulator, żona nakrywa jego kłamstwa, później nadciąga koniec książki i wyjaśnienie na samym końcu. No przecież to już było. I to tyle razy. Nie wspominając o osobowości bohaterów, która również jest jak kalka całej reszty (swoją drogą bardzo, ale to bardzo irytująca, momentami nie szło nie przewrócić oczami). Rouda opisuje już to, z czym mieliśmy do czynienia w innych książkach, a w dodatku oskubuje swoją historię z napięcia.  Najbardziej rozczarował mnie chyba punkt kulminacyjny w książce, bo spodziewałam się wartkiej akcji, krwi, czegoś szokującego, a w zamian dostałam niezbyt doprecyzowaną i nikłą akcję z trochę dziwnym zakończeniem. No tak się po prostu nie robi. Mimo że książkę czytało się błyskawicznie, to ten typ dzieła, gdzie za jakiś czas będę musiała wrócić do recenzji, żeby przypomnieć sobie fabułę. Czuję wielki niedosyt. 





Dla czytelników, którzy mają mniejsze oczekiwania względem thrillerów, dla tych, którzy chcą spędzić wieczór z jedną lekturą, dla tych, którzy chcą poczytać coś lekkiego na jeden raz. 





+ Lektura, którą szybko się czyta;
+ Lekka lektura.

- Bardzo schematyczna;
- Do bólu przewidywalna;
- Zero napięcia;
- Banalna historia.





Ten jeden dzień to książka schematyczna, do znudzenia przewidywalna, z tak banalną historią, że na próżno szukać w niej napięcia. To idealna książka dla osób niewiele oczekujących od tego typu gatunku literackiego, nie przykładający uwagi na to, czy historia wywróci ich świat do góry nogami. Niestety, weterani thrillerów i powieści sensacyjnych mogą odczuć spory niedosyt. 




Wszyscy jesteśmy tacy sami, drogie panie. Chętnie będziemy znosili wasze fochy, o ile wy będziecie dotrzymywać swojej części umowy. Macie ładnie wyglądać, zajmować się dziećmi, utrzymywać dom w czystości, kochać się z nami, kiedy tego zechcemy, i na litość boską, nigdy nie podawajcie w wątpliwość nas ani naszych działań. Przenigdy”


Kaira Rouda, Ten jeden dzień, Recenzja, Marzenie Literackie


Kaira Rouda, Ten jeden dzień, Recenzja, Marzenie Literackie




Egzemplarz recenzencki otrzymałam od:
 



Ogólna liczba stron: 350
Rodzaj literacki: thriller/sensacja
Tytuł oryginału: Best Day Ever
Wydawnictwo: W.A.B
Cena okładkowa: 39,99
Data wydania: 30.01.2019
Ocena książki: 4,0/10,0






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drogi czytelniku!

Zamiast reklamować się na blogu, napisz sensowny komentarz. Obiecuję, że odwdzięczę się w wolnej chwili.

Copyright © 2016 Marzenie Literackie , Blogger